Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 507 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Wspomnienia, sny, myśli...

niedziela, 31 stycznia 2010 19:45
Przyznam się, że miewam czasem sny typu "horrory aktorskie". Co jakiś czas śni mi się, że mam właśnie wyjść na scenę, ale nie pamiętam tekstu, nie znam roli, nie wiem, co robić itp. Szczerze mówiąc, to ciągle ten sam sen, tylko w różnych odsłonach i zwykle dotyczy moich ukochanych, dawnych ról, takich jak Eliza w Pigmalionie G.B Shawa czy Mela lub Hesia ( bo grałam obydwie w dwóch różnych teatrach) z "Moralności pani Dulskiej" G.Zapolskiej. Dzisiejszej nocy właśnie, byłam (w moim śnie) w teatrze w Olsztynie i jak wiele lat temu miałam znów zagrać Hesię. Szybko ubrałam się w kostium, ale zauważyłam z przerażeniem, że to nie ten, że grają już drugi akt, w związku z tym muszę się szybko przebrać. W panice zmieniałam ubranie, trochę irytując się na garderobiane, które nie mogły znaleźć pantofli, nieustannie też towarzyszyła mi myśl, że nie zdążę już przed wyjściem na scenę zajrzeć do tekstu, a przecież nie grałam tej roli tyle lat i nic nie pamiętam! Boże, skompromituję się! Tam siedzą  ludzie, będą się ze mnie śmiać! Jednocześnie jakąś częścią umysłu (jak to we śnie) uświadomiłam sobie, że znam już tę sytuację, że już ją przecież śniłam, więc pewnie to też jest sen. "Muszę to zapamiętać, kiedy się obudzę i wyciągnąć wnioski" - myślałam we śnie. Jednocześnie nadszedł czas, kiedy trzeba było wejść na scenę i zrobiłam to, pokonując swoje opory i lęk. Pamięć się otworzyła a tekst sam popłynął z moich ust.  Z tym wrażeniem obudziłam się.
Nie od razu przypomniałam sobie szczegóły snu, dopiero kiedy sięgnęłam po "Wspomnienia, sny, myśli" C.G. Junga i zajrzałam do książki, którą kiedyś pochłnęłam jednym tchem, a dziś otworzyłam na opisie szczególnych przypadków terapeutycznych, w których sny odgrywały kluczową rolę, zrozumiałam co takiego chciałam we śnie samej sobie uświadomić i nagle głęboko ukryte lęki
, które przecież, wydawało mi się, że oswoiłam, wracając na scenę, w świetle dnia i świadomości objawiły się w całej swojej okazałości...Aktor chyba nigdy ich się nie pozbędzie tak do końca. Tak jak i poczucia własnej niedoskonałości...
Podziel się
oceń
0
0

Peleton

środa, 27 stycznia 2010 18:19
EPIZOD

Idziemy nad morzem
trzymając mocno w rękach
dwa końce starożytnego dialogu
- kochasz mnie
- kocham

ze ściągniętymi brwiami
streszczam całą mądrość
dwu testamentów
astrologów proroków
filozofów z ogrodów
i filozofów klasztornych

a brzmi to bez mała tak:
- nie płacz
- bądź dzielna
- popatrz wszyscy ludzie
wydymasz wargi i mówisz
- powinieneś być kaznodzieją -

i zagniewana odchodzisz
nie kocha się moralistów

cóż mam powiedzieć nad brzegiem
małego martwego morza

woda powoli wypełnia
kształty stóp które znikły

Zbigniew Herbert

"Nie kocha się moralistów" - to prawda, szczególnie tych, którym trudno stosować się do własnych rad...
W takim nastroju, jak dziś, staram się nie pisać bloga, ale wiersz Herberta sam wpadł mi w ręce i prosił o komentarz...
Tak jak i Marcel Proust, wywołany przez wiersz Wisławy Szymborkiej Nieczytanie, przeczytany dziś na uroczym blogu Virginii. Lubię  wracać do W poszukiwaniu straconego czasu, szczególnie ostatni tom jest dla mnie źródłem nieustannych refleksji. Mam w nim kilka szczególnych fragmentów, pomarańczowych od podkreśleń:
"...To, czego nie musieliśmy rozszyfrowywać, wyświetlać drogą wysiłków osobistych, to, co było jasne już przed nami, nie do nas należy. Od nas pochodzi jedynie to, co wydobywamy z ciemności, będącej w nas i czego nie znają inni.
Tak więc przyszedłem już do tej konkluzji, że nie jesteśmy bynajmniej wolni wobec dzieła sztuki, że nie tworzymy go wedle naszych upodobań, ale że skoro jest ono w nas wprzód istniejące, winniśmy - gdyż jest konieczne i utajone zarazem - postępować tak, jak postępowalibyśmy z prawem natury, to znaczy odkryć je."
"...Dzieło z teorią w środku jest jak prezent, na którym postawiono cenę. Mędrkują, czyli błądzą, ilekroć brak im sił, by w pocie czoła przeprowadzić wrażenie przez wszystkie kolejne fazy, które utrwalą je w końcu, uczynią wyrażeniem."
Marcel Proust "W poszukiwaniu straconego czasu. Czas odnaleziony T.7", Przełożył Julian Rogoziński. PIW 1992
A więc, być może, każdy z nas nosi w sobie nienapisaną książkę czy wiersz, niezagraną rolę, nieskomponowaną lub niezagraną muzykę, nienamalowany obraz, niewyrażoną duszę...Może żyjemy tylko po to, żeby tej duszy dać wyraz, uzewnętrznić to, co tylko do nas należy...
We mnie siedzi stado rowerzystów. Każdy pedałuje w swoją stronę. Ach, żeby tak stworzyć z nich peleton!
A tymczasem moja Kicia, całkowicie obojętna wobec mojego mądrzenia się i wszelkich rozważań, podsiadła mnie, bezczelna, jakby chciała powiedzieć - "zrób sobie wolne", idę więc do kuchni na filiżankę goracej, aromatycznej herbaty z imbirem, kardamonem i miodem...


Podziel się
oceń
0
0

Jowisz w Rybach

sobota, 23 stycznia 2010 16:23
18 stycznia Jowisz "wszedł" do Ryb a ja nagle zdałam sobie sprawę z tego, że mam ochotę schować się, ukryć przed całym światem, rozpłynąć się w swoich myślach, marzeniach, przeczuciach...Staram się kontrolować ten eskapizm duchowy, więc kieruję moją uwagę na jakiś rodzaj twórczego rozróżniania. W sekretnym kajeciku, który prawdopodobnie zamieszka na zawsze tam, gdzie jego miejsce - w szufladzie, notuję swoje myśli i staram się z chaosu wrażeń wydobyć to, co uznam za wartościowe. Najciekawsze refleksje i pomysły przychodzą mi do głowy niestety podczas bezsennych godzin nocnych, kiedy staram się wejść w zasięg działania Morfeusza i umykają wraz pierwszą chwilą snu. Obiecuję sobie wtedy, w tym pół-śnie, pół-jawie, że zapamiętam myśl, ale po przebudzeniu zostaje z niej tylko jakaś mgła, nieokreślone wrażenie utraty czegoś ważnego...
Wieczorem przed zaśnięciem wołają też do mnie wszystkie leżące blisko mojego łóżka, a nieprzeczytane, książki - "otwórz nas!". Otwieram je więc po kolei i, zgodnie ze swoją naturą, staram się czytać wszystkie naraz. Koszmar! W ten sposób nie skończę żadnej! Dyskutuję więc z nimi i mówię - "poczekajcie proszę, na każdą przyjdzie czas, obiecuję". Nie wierzą mi, mówią, że to obietnice bez pokrycia. Wiedzą, spryciule, że zamówiłam kolejne - "
Virginię Woolf" Masini Beatrice, "Księgę ziół" Sandora Marai'a i "Nazywam się czerwień" Orhana Pamuka. Wołają wszystkie - "Zdrada!". A potem śmieją się ze mnie i drwią - "Im też obiecasz, że je przeczytasz, a potem będziesz się o nie potykać wstając z łóżka?" Najbardziej drwią z moich ambicji czytelniczych "501 wielkich pisarzy" pod red. Juliana Patricka - wszyscy razem i każdy z osobna!
Stanowczo zbyt łatwo kupuje się w dzisiejszych czasach książki! Wystarczy kliknięcie myszką, szczególnie gdy Merlin kusi rabatem promocyjnym. Ech...
No cóż, to wszystko jest bardzo charakterystyczne dla działania Jowisza w Rybach. I jeszcze to, że przepełnia mnie jakiś dziwny stan tolerancji i wyrozumiałości dla wszelkich przywar - nawet własnych:-)

Podziel się
oceń
0
0

Och-Teatr

poniedziałek, 18 stycznia 2010 19:59
No i po inauguracji! Nowa scena Fundacji Krystyny Jandy na Rzecz Kultury - Och-Teatr na ul.Grójeckiej 65 - otworzył swoje podwoje z klasą.  Mroczna historia Wassy Żeleznowej, kobiety okrutnej i bezwzględnej, której los i charakter wyznaczyły krzywdy, doznane przez najbliższych, została opowiedziana w sposób skupiony, oszczędny i pełen napięć. Krystyna Janda stworzyła kolejną kreację, używając środków prostych, ale wyrazistych i niezwykle sugestywnych. Jej Wassa jest kobietą twardą, ale również nieszczęśliwą, która w ludzkim śmietniku z odpadami, jakim stała się jej rodzina, odnalazła wartość i cel w jedynym wnuku, który symbolizował w jej duszy przyszłość jasną, zdrową, czystą i wartą wysiłku. Wassa jednak stała się ofiarą własnej bezwzględności, a jej koniec przesycony jest okrucieństwem i samotnością, jak całe jej życie.
Mimo mrocznego tematu i tragicznej wymowy, trudno było pozostać zbyt długo w nastroju tego przedstawienia. Po prostu wieczór był wyjątkowy i poprzez zmęczenie na twarzach twórców tego sukcesu, jakim okazało się otwarcie nowego teatru, przebijała radość i ulga, jak po udanym porodzie. Urodziło się nowe dziecko Fundacji - zdrowe, piękne i rokujące nadzieję na dalsze sukcesy. Podobało mi się wszystko - wystrój wnętrz, oryginalny układ sceny, do którego będzie trzeba się przyzwyczaić, przestrzeń, charakter i klimat wszystkich pomieszczeń. Trzymam kciuki za przyszłość tego teatru, która, mam nadzieję, chociaż w części, będzie również moją przyszłością.
Weekend ogólnie spędziłam nadrabiając zaległości w odbiorze kultury - w piątek byłam razem z córką, wielbicielką opery, w Teatrze Wielkim na "Nabucco" Verdiego. Spektakl już może trochę leciwy, bo zrealizowany w 1992 roku i brakowało mi w nim współczesnego podejścia do aktora-śpiewaka, któremu teraz częściej daje się  szansę nie tylko na prezentację talentu wokalnego, ale również i aktorskiego. Muzyka Verdiego jednak broniła się znakomicie a ogromny zespół na scenie, bogata scenografia i choreografia oraz znakomici artyści-wykonawcy sprawili, że spektakl robił wrażenie swoją widowiskowością i monumentalnością.
Wczoraj natomiast wybrałam się do kina, w ramach niedzielnego relaksu, na najnowszą wersję "Scherloka Holmesa" i rozczarowałam się okrutnie! Nie wiem jak można tak zmarnować taki znakomity temat! Po prostu szkoda słów...tak jak czasu i pieniędzy. Biedny Conan Doyle, który stworzył tak barwnych bohaterów, chyba przysłowiowo "przewraca się w grobie". A można było zrobić współczesny film o genialnym umyśle i jego funkcjonowaniu, o męskiej przyjaźni czy chociażby dobry kryminał. Ech...
Ogólnie jednak weekend minął mi w miłym nastroju i oby mi tak zostało...

Podziel się
oceń
0
0

Wróciłam:-)

środa, 13 stycznia 2010 0:54
Wróciłam do domu po pracowitym weekendzie dopiero wczoraj późnym wieczorem, bo szanowna pani Zima postanowiła pobawić się śniegiem i utrudnić życie wszystkim kierowcom, co spowodowało mój dłuższy, niż planowałam, pobyt w Warszawie. Uroki życia poza miastem - w moim przypadku to dość duża odległość, skutkują zimą problemami komunikacyjnymi i organizacyjnymi w moim życiu zawodowym i rodzinnym. No cóż - jak to mówią: coś za coś:-)
Spektakle "Boga" jak zwykle napełniają mnie radością z powodu powrotu do zawodu i prawdziwym szczęściem na widok uśmiechniętych twarzy widzów, którzy być może właśnie na chwilę oderwali się od swoich problemów i kłopotów, żeby pobyć w magicznym świecie teatru, gdzie "rzeczywistość przestała istnieć" i "wszystko jest możliwe" - szczególnie w wydaniu Woody Allena.
A w Teatrze Polonia atmosfera gorączki przed premierą "Wassy Żeleznowej" według Gorkiego, inaugurującej otwarcie nowej sceny - Och-Teatru na ul.Grójeckiej, w dawnym kinie "Ochota". Trzymam kciuki za sobotnią premierę i jestem pewna, że pomimo trudności, poprzez wysiłki, włożone w to przedsięwzięcie, na pewno wszystko pójdzie dobrze i jak zwykle zakończy się sukcesem. W każdym razie tego życzę Krystynie Jandzie i całemu zespołowi Teatru Polonia!

Podziel się
oceń
0
0

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  75 384  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Nazywam się Elżbieta Czerwińska. Jestem aktorką

Nazywam się Elżbieta Czerwińska. Jestem aktorką, która po latach nieobecności wraca na scenę. Pracowałam w Teatrze "Wybrzeże" w Gdańsku, Teatrze im.St.Jaracza w Olsztynie a w Warszawie w Teatrze Narodowym, Teatrze Na Woli oraz Studio.
Wróciłam na scenę monodramem Anny Mentlewicz "Kochany Synu" w reż. Remigiusza Grzeli. Emisja jego wersji telewizyjnej odbyła się na żywo 4 lutego 2008 w TVP Kultura w ramach "Czytania dramatu", natomiast premiera warszawska wersji scenicznej odbyła się 13 października 2008 w DKŚ na ul.Smolnej. Za ten spektakl otrzymałam nagrodę za osobowość sceniczną na VII Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego 2009 w Warszawie.
15 listopada 2008 w Teatrze Polonia odbyła się premiera "Boga" Woody Allena w reż.Krystyny Jandy - gram tam kilka postaci (Kobieta z widowni, Pytia i Kobieta z nożem w plecach).
Ten blog jest opisem moich zmagań z trudnym, bo późnym, powrotem na scenę.

O moim bloogu

Zmagania z powrotem na scenę po latach nieobecności. Treści publikowane na tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zawartych tutaj zdję...

więcej...

Zmagania z powrotem na scenę po latach nieobecności. Treści publikowane na tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zawartych tutaj zdjęć oraz treści bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich - na podstawie Dz.U. 94 nr.43 poz.170 (ustawa o prawie autorskim)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl