Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 506 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Gonitwa

piątek, 26 lutego 2010 23:32
Dzień goni za dniem, chwila za chwilą, wpadłam znów w jakiś niesamowity kołowrót, mam nadzieję, że na krótko. Tydzień niezwykle intensywny - od wtorku do wczoraj spektakle "Boga" w Teatrze Polonia (ach, jak ja lubię to grać:-)), wizyty u lekarzy różnych specjalności, badania (ponieważ postanowiłam zrobić sobie zdrowotne generalne porządki), niezwykle owocna, chociaż stresująca próba z Remkiem, spotkania i rozmowy w ZASP-ie, przygotowywanie sprawozdań z całej  4-letniej kadencji, bo trzeba zakończyć to, co kiedyś rozpoczęło się robić w dobrej wierze. Jutro i w niedzielę Konferencja Polskiego Stowarzyszenia Astrologów, do którego niedawno się zapisałam - dwa pełne dni wykładów i spotkań. Chcę jeszcze zdążyć obejrzeć kolejną premierę w Och-teatrze - bajkę dla dzieci pt. "Zielone Zoo" na podstawie Brzechwy w reż. Leszka Bzdyla. A w poniedziałek zakończenie kadencji w Oddziale Warszawskim ZASP. Dużo tego, brakuje mi czasu na czytanie. No trudno, już za kilka dni się rozluźni...
Podziel się
oceń
0
0

"Ja też jestem przestrzenią"

niedziela, 21 lutego 2010 23:26
Do "Dziennika" Sandora Maraia tylko zajrzałam, dosłownie na chwilę i natychmiast się zachwyciłam - treścią, formą, głębią, po prostu wszystkim. Przegladając znalazłam kilka pereł, na przykład:
"Świat dzieje się także we mnie, nie tylko w czasie i przestrzeni. Ja też jestem przestrzenią."
albo:
"W życiu człowieka najlepszą rzeczą jest niezależność. Ale czy majątek i władza dają niezależność? Nie dają.
Istnieje tylko jedna niezależność: niezależność braku pragnień i ubóstwa. I tylko one obie coś znaczą. Ubóstwo nękane pragnieniami to piekło na ziemi".
Już wiem, że wpadnę w Maraia, tak jak w wielu innych moich ulubieńców - całą sobą. W ich twórczość i życiorys. Na razie musi jednak poczekać, bo cały przyszły tydzień pod znakiem przeróżnych zajęć. W poniedziałek obowiązki społeczne i rodzinne, natomiast we wtorek, środę i czwartek o godz.20.00  gram "Boga" w Teatrze Polonia - to jak zwykle dla mnie ogromna radość. Mam nadzieję, że uda nam się też spotkać z Remkiem Grzelą na próbie. Postanowiliśmy pracować, pomimo że, jak na razie, nie mamy się gdzie podziać z naszym projektem.. Wierzę jednak w nas, w nasz wspólny zapał, chęci i dobrą gwiazdę...

Podziel się
oceń
0
0

Cien anos de soledad

czwartek, 18 lutego 2010 20:59

Nie mogłam się powstrzymać i przeczytałam "Sto lat samotności" Gabriela Garcii Marqueza, po blisko 30 latach od pierwszej lektury. I znów zaczarował mnie ten świat - jakby po raz pierwszy, zupełnie inaczej. Czytałam jednym tchem, tak jak ta natchniona książka została napisana, z całkowitym przekonaniem, że mam do czynienia z arcydziełem - każde zdanie nim jest.
"Poznając głos prababki, zwrócił głowę w kierunku drzwi, spróbował się uśmiechnąć i bezwiednie powtórzył niegdyś wypowiedziane przez nią zdanie:
- Cóż chcesz - mruknął - czas mija.
- To prawda - powiedziała Urszula - ale nie aż tak szybko.
Mówiąc to, uświadomiła sobie, że odpowiada mu tak samo, jak odpowiedział pułkownik Aureliano Buendia w swojej celi skazańca, i wzdrygnęła się znowu, stwierdzając wbrew temu, co przyznała przed chwilą, że czas nie mija, lecz kręci się w kółko"
Czas jest w tej powieści jednym z bohaterów, tak jak w "Poszukiwaniu straconego czasu"  Marcela Prousta i w "Pani Dalloway" Virginii Woolf, bo czas jest spiralą, która zawsze wraca w to samo miejsce, tylko na innym poziomie.
" Obaj jednocześnie odkryli, że tam zawsze był marzec i zawsze poniedziałek, i wtedy zrozumieli, że Jose Arcadio Buendia nie był tak obłąkany, jak mówiła rodzina, lecz przeciwnie, on jeden miał umysł dość jasny, by zbliżyć się do prawdy, że czas także ulega potknięciom i wypadkom i dlatego może się rozbić, i zostawić w jednym pokoju ułamek swojej wieczności."
Każde zdanie jak perła.
"Nie było takiej tajemnicy w sercu kogokolwiek z Buendiów, której nie potrafiłaby przeniknąć, bo sto lat czytania w kartach i doświadczenia nauczyły ją, że historia rodziny jest mechanizmem nieuchronnych powtórzeń, kołem, które obracałoby się w nieskończoność, gdyby nie postępujące i nieodwracalne zniszczenie osi."
Pewnie okropnie nudna  jestem, ale tak już mam, że jak wpadnę w jakiegoś autora, to długo nie mogę się wygrzebać...

Gabriel Garcia Marquez

"Sto lat samotności"

Tł. Kalina Wojciechowska i Grażyna Grudzińska

MUZA S.A Warszawa 2008

Zawsze o tej porze roku jakoś tak "zwieram się w sobie jak głaz", najlepiej się czuję sama ze sobą i każda konieczność wyjścia do ludzi aż mnie boli. Głęboko zakopana w moim mózgu pamięć przodków o przednówku i poście powoduje,  że odczuwam potrzebę ograniczenia swojej energii. Już się cieszę na weekend spędzony w domowych pieleszach...


Chwila pamięci minionego lata:



Podziel się
oceń
0
0

Walentynki

niedziela, 14 lutego 2010 0:29
Przysłano mi kiedyś mailem bajkę, którą zamieszczam z okazji Walentynek:

Bajka o Miłości i Szaleństwie

Powiadają, że pewnego razu spotkały się na Ziemi wszystkie uczucia i cechy ludzkich istot.
I tak: Gdy Znudzenie ostentacyjnie ziewnęło po raz trzeci, Szaleństwo, jak zwykle obłędnie dzikie, zaproponowało: - Pobawmy się w chowanego!
Intryga, niezmiernie zaintrygowana, uniosła tylko lekko brwi, a Ciekawość, nie mogąc się powstrzymać, spytała z typowym dla siebie zainteresowaniem:
- W chowanego? A co to takiego?
- To zabawa - wyjaśniło żywo Szaleństwo - polegająca na tym, iż ja zakryję sobie oczy i powoli zacznę liczyć do miliona.

W międzyczasie wy wszyscy dobrze się schowacie, a gdy skończę liczyć, moim zadaniem będzie was odnaleźć.
Pierwsze z was, na którego kryjówkę trafię, zajmie moje miejsce w następnej kolejce.

Podekscytowany Entuzjazm zaczął tańczyć w towarzystwie Euforii, Radość podskakiwała tak wesoło, iż udało się jej przekonać do gry Wątpliwość, a nawet Apatię, której nigdy niczym nie dało się zainteresować.
Jednakże nie wszyscy chcieli się przyłączyć.
Prawda wolała się nie chować, w końcu i tak zawsze ją odkrywano.
Duma stwierdziła, że zabawa jest głupia, ale tak naprawdę w głębi duszy gryzło ją, iż pomysł wyszedł od kogo innego.
Tchórzostwo z kolei nie chciało ryzykować.

- Raz, dwa, trzy - zaczęło liczyć Szaleństwo.
Najszybciej schowało się Lenistwo, osuwając się za pierwszy lepszy napotkany kamień.
Wiara pofrunęła do nieba, a Zazdrość ukryła się w cieniu Triumfu, który z kolei wspiął się o własnych siłach hen!
Na sam szczyt najwyższego drzewa.
Wspaniałomyślność długo nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca,
gdyż wszystkie kryjówki wydawały się jej idealne dla przyjaciół: krystalicznie czyste jezioro było wymarzonym miejscem dla Piękności, dziupla - w sam raz dla Nieśmiałości, motyle skrzydła stworzono dla Zmysłowości, powiew wiatru okazał się natomiast najlepszy dla Wolności.
W końcu Wspaniałomyślność schowała się za promyczkiem słońca.
Z kolei Egoizm znalazł sobie, jak sądził, wspaniałe miejsce: wygodne i przewiewne, a co najważniejsze - przeznaczone tylko, tylko dla niego.
Kłamstwo schowało się na dnie oceanów, a może skłamało i tak naprawdę ukryło się za tęczą? Pasja i Pożądanie w porywie gorących uczuć, wskoczyli w sam środek wulkanu.
Niestety wyleciało mi z pamięci, gdzie skryło się Zapomnienie, lecz to przecież mało ważne.
Gdy Szaleństwo liczyło dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć
Miłość jeszcze nie zdołała znaleźć sobie odpowiedniego miejsca.
W ostatniej chwili odkryła jednak zagajnik dzikich róż i schowała się wśród ich krzaczków.
- Milion - krzyknęło na końcu Szaleństwo
i dziarsko zabrało się do szukania.
Od razu, rzecz jasna, odnalazło schowane parę kroków dalej Lenistwo.
Chwilę potem usłyszało Wiarę rozmawiającą w niebie z Panem Bogiem.
W ryku wulkanów wyczuło natomiast obecność Pasji i Pożądania.
Następnie, przez przypadek, odnalazło Zazdrość, co szybko doprowadziło je do kryjówki Triumfu.
Egoizmu nie trzeba było wcale szukać, gdyż jak z procy wyleciał ze swej kryjówki, kiedy okazało się, iż wpakował się w sam środek gniazda dzikich os.
Trochę zmęczone szukaniem Szaleństwo przysiadło na chwilę nad stawem i w ten sposób znalazło Piękność.
Jeszcze łatwiejsze okazało się odnalezienie Wątpliwości, która, niestety, nie potrafiła się zdecydować, z której strony płotu najlepiej się ukryć.
W ten sposób wszyscy zostali znalezieni: Talent wśród świeżych ziół, Smutek - w przepastnej jaskini, a Zapomnienie... cóż, już dawno zapomniało, iż bawi się w chowanego.
Do znalezienia pozostała tylko Miłość.
Szaleństwo zaglądało za każde drzewko, sprawdzało w każdym strumyczku, a nawet na szczytach gór i już, już miało się poddać, gdy odkryło niewielki różany zagajnik.
Patykiem zaczęło odgarniać gałązki...
Wtem wszyscy usłyszeli przeraźliwy okrzyk bólu.
Stało się prawdziwe nieszczęście!
Różane kolce zraniły Miłość w oczy.
Szaleństwu zrobiło się niezmiernie przykro, zaczęło prosić, błagać o przebaczenie, aż w końcu poprzysięgło zostać przewodnikiem ślepej z jego winy przyjaciółki.
I to właśnie od tamtej pory, od czasu, gdy po raz pierwszy bawiono się na Ziemi w chowanego, Miłość jest ślepa i zawsze towarzyszy jej Szaleństwo.
M.Podleśny



Podziel się
oceń
0
0

Pomieszanie z poplątaniem

piątek, 12 lutego 2010 14:25

Zasypało mnie. Dosłownie. Wczoraj z wielką determinacją wybrałam się do Warszawy, bo czekała mnie próba z Remkiem i odbiór książek z Matrasa (Dzienniki - Jarosława Iwaszkiewicza i Sandora Maraia:-)). Chciałam też załatwić pewną nie cierpiącą zwłoki reklamację. Tylko fantastyczna i wielce inspirująca próba z Remkiem sprawiła, że nie uznałam tego dnia za porażkę. Pracując nad "Kochanym Synem" Ani Mentlewicz myślałam, że to mój aktorski Everest - a przynajmniej Gubałówka:-) -  ale okazuje się, że w porównaniu z naszym najnowszym projektem to był zaledwie pagórek! Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Bardzo wysoko stawiamy sobie poprzeczkę...ale ja myślę tak jak G.G Marquez: "wszyscy chcą żyć na samym wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w sposobie wspinania się na górę". Rozpoczynam więc kolejną wspinaczkę z radością i wiarą w sens naszego przedsięwzięcia, chociaż wiem, że czeka nas niejedna „ściana" i „urwisko", ufam jednak, że będziemy się wspierać i wspólnie pokonywać przeszkody. Świat uczuć, wyobrażeń i twórczości bywa pełen pułapek, ale przebywanie w nim nadaje życiu smak i sens.

Natomiast rzeczywistość wczorajsza stanęła w absolutnej sprzeczności ze światem ducha i całkowicie wyprowadziła mnie z równowagi. Po pierwsze sprzedawca w Matrasie poinformował mnie, że nie ma jeszcze zamówionych przeze mnie książek - pamiętał, że miał zadzwonić i potwierdzić odbiór, ale jakoś tak... To jednak był detal w porównaniu z moją frustracją, wynikającą z bezsilności wobec bezczelności i absurdów w sposobie myślenia przedstawicieli niektórych instytucji - w szczególności banku. Kilka dni temu powielałam płytę DVD w znanym z rzetelności punkcie w Al. Niepodległości. Chciałam zapłacić kartą Pekso S.A. Transakcja odrzucona. Błąd komunikacji. Spróbowałyśmy drugą - tym razem Millenium. Transakcja odrzucona. Błąd komunikacji. Nie miałam przy sobie gotówki, więc spróbowałyśmy po raz trzeci - tym razem kartą debetową. Transakcja odrzucona. Błąd komunikacji. Zrezygnowana poszłam do najbliższego bankomatu, wypłaciłam pieniądze i w końcu zapłaciłam gotówką. Wróciłam do domu, zajrzałam na moje konta i okazało się, że Pekso S.A ściągnęło, natomiast Millenium zablokowało sumy na obydwu kartach! Zadzwoniłam do punktu Video i opowiedziałam co stało się z moimi pieniędzmi. Pani najpierw powiedziała, że powinnam pójść do banku, ale w wyniku mojego protestu zaproponowała żebym przyjechała wraz z dowodami, że transakcja została odrzucona. Wczoraj postanowiłam skorzystać z faktu, że jestem w Warszawie, więc z trudem przedostałam się zasypanymi i oblodzonymi ulicami na Al. Niepodległości. Pani była przygotowana - powiedziała, że dzwoniła do Polcardu i oni powiedzieli, że pieniądze nie zostały pobrane i na jej koncie ich nie ma. Bardzo mi współczuje, ale nic nie może na to poradzić, nie poczuwa się do odpowiedzialności (pomimo że to przecież sklep zawiera umowę z Polcardem a nie ja, więc powinien ponosić konsekwencje nieprawidłowości a nie zrzucać je  na klienta). Poradziła żebym zgłosiła się do banków. Będąc więc w Arkadii weszłam do banku Millenium, w którym mam konto od lat. Obsługiwał mnie młody i pewny siebie człowiek, który na wstępie potraktował mnie jak petentkę. Moja rozmowa z nim wyglądał mniej więcej tak:

Ja: Mam dowód, że transakcja został odrzucona, tymczasem na obydwu kartach suma jest zablokowana.

On: Tak i tak ma być.

Ja: Słucham? A jak długo?

On: O, proszę pani, nawet miesiąc.

Ja: Czy nie uważa pan, że to jest bezprawne?

On: Nie, bank ma do tego prawo. To wina sklepu. Albo Polcardu. Oni zadają nam pytanie czy środki są na koncie, my je blokujemy a oni potem potwierdzają, czy transakcja się odbyła. Polcard ma obowiązek raz w miesiącu sprawdzać poprawność transakcji.

Ja: Ale ja byłam w sklepie i Polcard powiedział, że nie ściągnęli środków a mam dowód, że transakcja została odrzucona.

On: To nic nie znaczy.

Ja: Czy pan słyszy co pan mówi? Chciałabym rozmawiać z kierownikiem.

On: Właśnie pani z nim rozmawia.

Ja: W takim razie ze starszym rangą.

On: Nie ma takiego. Jestem tylko ja.

Ja: W takim razie poproszę o pana nazwisko. Pana funkcja?

On: Doradca ds. kredytów hipotecznych.

Ja: To jest funkcja kierownicza?

On: Pełniący obowiązki...bo nie ma nikogo z kierownictwa.

Ja: Tego mi pan nie powiedział, powiedział pan, że jest kierownikiem.

On: Nieważne.

Ja: Słucham? Czy da mi pan na piśmie to, co pan mi powiedział?

On: Chyba pani żartuje.

Ja: Nie, nie żartuję. W takim razie proszę to powtórzyć a ja to nagram.

On: Na pewno nie! Ale nie wyprę się swoich słów. Nikt do tej pory się na mnie nie skarżył.

Ja: To ja będę pierwsza.

Tak więc zamiast zostać przeproszoną za pomyłkę, nieporozumienie, błąd ze strony banku, cokolwiek - usłyszałam, że tak ma być, bo mają prawo bezpodstawnie przetrzymywać moje pieniądze i nawet nie muszą się tłumaczyć. Mój dowód, że transakcja została odrzucona nikogo nie interesował. Pewnie sama jestem sobie winna - po co, głupia, płacę kartą? Mogę przecież trzymać pieniądze w skarpetce a nie trzymać je na koncie, nie brać kredytów, z których utrzymują się banki i płacą pensję takim butnym i bezczelnym młodym ludziom...

Brak kompetencji, niezdolność do wzięcia odpowiedzialności za własne działania, zrzucanie winy za własne błędy na klientów. Spychologia, albo jak mówią niektórzy - „gra w gorącego kartofla, przerzucanego z rąk do rak". Czy ja w ogóle mam jakieś prawa? Ciekawe jak będzie się tłumaczył bank Pekso S.A, który te pieniądze nie zablokował, tylko po prostu ściągnął. Nie dowiem się, dopóki mój mąż nie odśnieży drogi do bramy. Zasypało mnie i z czystym sumieniem mogę popracować nad nową rolą a także wrócić do mojego Marqueza i innych wspaniałych twórców światów, w które mogę zanurzyć się bezpiecznie i radośnie...



Podziel się
oceń
0
0

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  75 373  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Nazywam się Elżbieta Czerwińska. Jestem aktorką

Nazywam się Elżbieta Czerwińska. Jestem aktorką, która po latach nieobecności wraca na scenę. Pracowałam w Teatrze "Wybrzeże" w Gdańsku, Teatrze im.St.Jaracza w Olsztynie a w Warszawie w Teatrze Narodowym, Teatrze Na Woli oraz Studio.
Wróciłam na scenę monodramem Anny Mentlewicz "Kochany Synu" w reż. Remigiusza Grzeli. Emisja jego wersji telewizyjnej odbyła się na żywo 4 lutego 2008 w TVP Kultura w ramach "Czytania dramatu", natomiast premiera warszawska wersji scenicznej odbyła się 13 października 2008 w DKŚ na ul.Smolnej. Za ten spektakl otrzymałam nagrodę za osobowość sceniczną na VII Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego 2009 w Warszawie.
15 listopada 2008 w Teatrze Polonia odbyła się premiera "Boga" Woody Allena w reż.Krystyny Jandy - gram tam kilka postaci (Kobieta z widowni, Pytia i Kobieta z nożem w plecach).
Ten blog jest opisem moich zmagań z trudnym, bo późnym, powrotem na scenę.

O moim bloogu

Zmagania z powrotem na scenę po latach nieobecności. Treści publikowane na tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zawartych tutaj zdję...

więcej...

Zmagania z powrotem na scenę po latach nieobecności. Treści publikowane na tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zawartych tutaj zdjęć oraz treści bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich - na podstawie Dz.U. 94 nr.43 poz.170 (ustawa o prawie autorskim)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl