Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 506 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Zwierciadło

niedziela, 27 czerwca 2010 18:36

Pouciekały mi myśli...słowa. Zapragnęły wziąć urlop, podobnie jak umysł, przeciążony nadmiarem wiadomości dobrych, złych i tych obojętnych, nadmiarem wrażeń, uczuć, codziennych zdarzeń i przelotnych spotkań. Dlatego zamilkłam. Były dni, w których nawet nie otwierałam komputera, nie zaglądałam do Internetu, nie oglądałam telewizji. Nie czytałam książek. Poza tym funkcjonowałam normalnie, nareszcie znalazłam czas na życie towarzyskie, na prostą kontemplację przepysznej zieleni, na rozmowę z bliskimi i zupełnie nieznanymi mi osobami. I oto otworzył się przede mną na nowo świat  innych, intrygujących życiorysów, ciekawych spotkań.

Zaproszona przez mojego przyjaciela Remka Grzelę na uroczystość wręczenia „Kryształowych Zwierciadeł" z przyjemnością stwierdziłam, że można oficjalne wydarzenie zorganizować z sercem, wdziękiem i szczerą radością, nic nie tracąc z atmosfery podniosłości i wagi wręczanych wyróżnień. Prowadzący imprezę Maciej Stuhr ze swoim charakterystycznym a  wynikającym z dużej inteligencji i dystansu do samego siebie, poczuciem humoru, rozbawiał zaproszonych gości, natomiast wszyscy laureaci, w tym Jerzy Buzek, Henryka Krzywonos-Strycharska oraz Małgorzata i Tomasz Osuchowie, odbierając wyróżnienia, mówili pięknie i mądrze, docierając do umysłów i serc słuchaczy. „Odwaga, bezkompromisowość, serce otwarte na problemy potrzebujących, przywracanie wiary w czystość polityki" - te piękne cechy laureatów znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. Miałam zaszczyt  uściskać rękę Henryki Krzywonos, kobiety - legendy „Solidarności", która doprowadziła do „strajku solidarnościowego" w Stoczni i za swoją działalność zapłaciła prawdziwie wysoką cenę -utratę dziecka i własnego zdrowia, nie poddała się jednak, lecz uczyniła ze swojego życia historię przebaczenia, miłości i pojednania. Wielka Postać. Piękna Dusza. W ostatnim numerze „Zwierciadła" długi, szczery wywiad, który przeprowadził z Nią Remek Grzela trzeba przeczytać koniecznie!  Po oficjalnej części uroczystości pyszna zabawa z prawdziwymi tańcami - dawno nie poddałam się tak beztroskiej i spontanicznej zabawie! Tańczyli młodzi i starsi w latach, ale wciąż młodzi duchem, tacy jak ja czy państwo Maśluszczakowie - wybitny malarz z uroczą małżonką, którzy ujęli mnie otwartością, wielkim sercem i wybitnym talentami towarzyskimi. Zawsze lubiłam „Zwierciadło", ale od kilku dni jestem jego fanką! Szczególnie że ostatni numer cały jest poświęcony radości i śmiechowi i pełen fantastycznych wywiadów i felietonów o niezwykłych osobowościach a bohaterką numeru jest również zjawiskowa Anna Netrebko, którą Bóg obdarzyła taką ilością darów i talentów, jak tylko to jest możliwe. Listę uzupełniają Jerzy Buzek, Juliusz Machulski, Wiesław Komasa, Janusz Palikom...naprawdę jest co czytać!

Dziś nareszcie cały dzień dla samej siebie, więc roztapiam się w tym prostym „byciu", obcowaniu ze sobą i otaczającą mnie przyrodą. Siedzę i myślę nad przyszłością własną i tego bloga. Założył go dla mnie Remek Grzela a ja zdumiona samą sobą i kompletnie nieświadoma tego, dokąd może mnie to doprowadzić, tak samo jak mój późny powrót na scenę, wędrowałam nadal tą drogą, gotowa na wszystko, co może się zdarzyć. I dotarłam do punktu, w którym czuję, że zaczyna brakować mi energii. Nie wiary i nadziei, bo te umierają ostatnie, ale energii...

 

http://www.youtube.com/watch?v=uZzC6e6olCY

http://www.youtube.com/watch?v=udqn2QXFgZs
Podziel się
oceń
0
0

Wieczorem

środa, 16 czerwca 2010 1:45

Zasypiając wieczorem  myślę po hiszpańsku. Układam całe zdania, żeby je potem umieścić w mailu do Betty. Mam jej tyle do powiedzenia. Jak to się dzieje, że nagle odnajduję słowa, które wydawały mi się już dawno stracone? Nagle czuję, jakbym chciała całe swoje życie, myśli, odczucia i wrażenia wyrazić w magicznym języku dzieciństwa. Myślę o tym, że ta przyjaźń zawsze była dla mnie ważna, bo Betty trwała przy mnie, kiedy czułam się samotna i niezrozumiana w obcym kraju o odmiennej kulturze, pomagając mi zrozumieć nową rzeczywistość. Dla niej nieważne było moje pochodzenie i emanująca ze mnie inność, widziała we mnie osobę, z którą chciała się zaprzyjaźnić. Teraz wróciły wszystkie uczucia niezmienione, jakby nie było między nami 40 lat, które minęły, ani odległości tysięcy kilometrów. I to jest niezwykłe. Jestem wciąż podekscytowana tym wydarzeniem!

Betty, tu alma no ha cambiado nada. Ni tu corazon. La amistad es comprender a otra persona i aprobarla incondicionalmente. Tu me lo diste. Cada dia al dormir estoy pensando sobre mi vida y todo, lo que quiero decirte i escribirte. Pienso en castellono y me acuerdo palabras de mi tiempo pasado. Estoy muy feliz de encontrarte!

W ogóle jestem w nieustannych emocjach. Zaczęliśmy już z Remkiem próby sytuacyjne i pomimo że udało nam się ustawić dopiero pierwsze trzy strony tekstu, czujemy się jak górnicy, którzy przerzucili trzy tony węgla. W każdym razie ja się tak czuję. Każda próba uświadamia mi, jak trudnego zadania się podjęliśmy. Jednocześnie czuję się w nieustannym stanie euforii, jak moja bohaterka po dziewięciu dniach diety...Uwielbiam ją! Czuję ją całym swoim ciałem i duszą, chociaż nie potrafię jeszcze wyrazić jej osobowości tak, jakbym chciała. Karcę samą siebie za niecierpliwość i tłumaczę sobie, że na wszystko przyjdzie czas, że muszę pozwolić jej dojrzeć, tak jak każda matka pozwala ukształtować się dziecku w swoim łonie, zanim pozwoli mu przyjść na świat,  a wierzę, że każda próba przybliża mnie do tej chwili.

Wczoraj przez przypadek trafiłam w TV na „Braci Karamazow" Petra Zelenki, film, o którym słyszałam, ale  przegapiłam, kiedy wyświetlano go w kinie. Fantastyczny! Uwielbiam Dostojewskiego, jego pytania o naturę zła i dobra, o istnienie Boga i moralności. Tutaj wpleciony w wizję świata bez Boga, symbolizowaną przez postindustrialne otoczenie Nowej Huty, w której czescy aktorzy przeprowadzają próby spektaklu. Próbom przyglądają się widzowie, wśród nich jeden z pracowników, który przeżywa swój osobisty dramat...Film zaskakuje spójnością wyrazu, można go rozpatrywać na wielu różnych poziomach, dylematy moralne bohaterów mają bezpośredni wpływ na widzów i samych aktorów. Pomyślałam o odpowiedzialności artysty za swoje dzieło...

Codziennie jeżdżę do Warszawy, wracam późno i nie mam siły już nic pisać ani czytać. Mój mąż żartuje, że mam co robić - pouczyć się hiszpańskiego, napisać list do Betty, notkę do bloga, pouczyć się tekstu, poczytać, popisać, czasem obejrzeć coś na DVD lub w TV..., ale prawda jest taka, że intensywnie pracuję i mam nadzieję, że uda mi się kiedyś pokazać efekty swojej pracy...

Przez ostatnie dni starałam się też pobyć trochę z moją córką, która za kilka godzin wyjeżdża na miesiąc, może dwa do Londynu i na staż do swojej ukochanej Opery, której nazwy nie jestem w stanie zapamiętać.  Cieszę się jej radością, ale już tęsknię...

Na osłodę kilka fotek z mojego ogrodu. Robię czasem taką „inwentaryzację" dla mojej teściowej, żeby mogła pooglądać efekty swojej pracy, zanim zwiędną...




No i nasze psie słoneczko...


Podziel się
oceń
0
0

Gracias!

piątek, 11 czerwca 2010 0:15
Tyle się dzieje! Tyle się dzieje, a ja nie mam spokojnej chwili, żeby usiąść i to wszystko opisać! Ale zrobię to, obiecuję. Bo wydarzył się cud! Odnalazłam swoją najbliższą przyjaciółkę z dzieciństwa, z którą chodziłam do szkoły w Peru a byłyśmy sobie tak bliskie, jak tylko to jest możliwe. Dzieliłyśmy się każdą myślą, wrażeniem, uczuciem...Sama nie wiem jak to się stało, że straciłyśmy kontakt. To na pewno moja wina. Mam nieznośną cechę charakteru, która każe zamykać za sobą drzwi, które spełniły swoją funkcję. Taki mentalny reset. Ale też w moim życiu wszystko wraca, być może po to, abym mogła przyjrzeć się sobie samej z przeszłości. Dany jest mi powrót do osób, miejsc, sytuacji...Wróciłam wieczorem do domu po dniu, w którym udało mi się nie załatwić niczego, co zaplanowałam, ale który ofiarował mi maile od Betty i wspaniałego pana Piotra, który obudził we mnie tę tęsknotę za czasem minionym, a dziś odnalezionym!
Gracias Betty! Hace tiempo fuiste i tambien ahora eres mi mejor amiga, siempre muy cerca de mi corazon!
Więcej napiszę jutro, bo dziś już nie mam siły...zaraz mi się chyba mózg zagotuje, z upału i nadmiaru wrażeń...

Podziel się
oceń
0
0

Beatriz...

niedziela, 06 czerwca 2010 0:57
Cały dzień minął na zamiarze zabrania się za cokolwiek...Ogólnie brałam przykład z Kici, której ulubionym zajęciem było wylegiwanie się na na przebłyskach światła w przestrzeni zabranej wszechobecnym, liściastym, zacieniającym drzewom. Wieczorem z balkonu obserwowałam swoje prawie codzienne letnie "kino" - grę świateł zachodzącego słońca na tle ściany lasu. Fantastic!
Moja mała Ela w środku aż podskakiwała z radości i nie chciała mnie słuchać, kiedy przypominałam, że tekst sam do głowy nie wejdzie...Dzień Dziecka już minął - tłumaczyłam bezskutecznie, wreszcie poddałam się. Jutro też jest dzień, nadrobię - oszukiwałam się bezwstydnie.
Nie mogłam się za nic zabrać. Myślami byłam wciąż przy mojej córce, która jutro zdaje ostatni w tym roku egzamin. Z podziwem patrzę jak bardzo wydoroślała w ciągu ostatniego roku, jak bardzo się zmieniła i cieszę się, że coraz bardziej mam w niej przyjaciółkę. Wciąż mamy wspólne tematy do rozmowy, godzinami możemy rozmawiać o teatrze, muzyce, literaturze...Trzymam za nią kciuki aż mnie palce bolą.
Moje psy szalały po ogrodzie, asystując mężowi w odbudowie pergoli na winogrona, którą powalił nadmiar śniegu podczas ataku minionej zimy a ja patrzyłam na nich i myślałam o tym, że to, co kiedyś uważałam za największą wadę tego miejsca - brak rzeki w okolicy - okazało się błogosławieństwem. Nie mogę przestać myśleć o ludziach, którzy stracili domy, ogrody, z trudem zbierany przez lata dobytek i nie mogą teraz cieszyć się piękną, słoneczną sobotą...Starałam się jednak odgonić te myśli, bo przecież życie dostarcza nam chwil gorzkich, pełnych bólu i cierpienia, ale również takich pogodnych jak ten dzisiejszy dzień a los obdarza nas nimi w danym nam osobiście czasie i przestrzeni i z taką samą siłą trzeba umieć się cieszyć okruchami radości jak i znosić z godnością chwile przeciwności...
Wieczorem "Oliwer Twist" Romana Polańskiego - obejrzałam z przyjemnością ekranizację mistrza opowieści, chociaż "Mała Dorrit" wciąż pozostaje moją ulubioną powieścią Dickensa. Czytałam ją w wieku 10 lat na statku M.S "Czacki", wiozącym mnie w daleką podróż, przygodę mojego życia - do Peru. Wczoraj przypadkiem natrafiłam w internecie na wspaniały blog, poświęcony krainie mojego dzieciństwa, serce zabiło mi mocno z radości i już wiem, że będę tam częstym gościem. Marzę o tym, aby kiedyś wrócić do Limy, chociaż raz przejść się po Miraflores i San Isidro...mam przed oczami dom, w którym mieszkałam, sklep, w którym kupowałam ulubione lody lucuma - ich smaku szukałam wszędzie gdzie byłam, we wszystkich krajach, ale nigdzie nie znalazłam. Czy istnieje jeszcze szkoła do której chodziłam, pod wyzwaniem Marii Auxiliadory? Nie podtrzymałam żadnych znajomości, po powrocie do Polski listy przestały przychodzić od moich serdecznych przyjaciółek. Imię jednej z nich, tej najbliższej, pamiętam do tej pory, wrzuciłam na google i znalazłam stronę osoby, która tak się nazywa, ze zdjęciem, które przypomina mi moją Beatriz - bez chwili zastanowienia napisałam maila i czekam na odpowiedź...
A na blogu "Operuję w Peru" historia zdradzonego władcy Inków, Atahualpy - uczyłam się o nim w szkole...ech, cóż za nostalgia mnie ogarnęła...
Najwyższy czas pójść spać...

Podziel się
oceń
0
0

zaufanie...

środa, 02 czerwca 2010 13:19
Wczorajszy Dzień Dziecka zraniony wiadomością o odejściu bliskiego moich bliskich...

Wielki ból zastępuje rutyna cierpienia -
Jak trawa Grób, tak Nerwy porasta konwenans -
Zdrętwiałe serce nie wie - czy to w nim te ćwieki
Naprawdę tkwiły? kiedy - Wczoraj? czy przed wiekiem?

Stopy drepczą bezwiednie po Chodniku wąskim
Zdrewniałego Powietrza, Ziemi, Obowiązku -
I niezauważalnie
Twardnieje cierpienie
W Kwarc pogodzenia - w uciszenia Krzemień -

Ołowiana Godzina -
Kto przetrwał, ten ją wspomina
Tak jak ktoś, kto zamarzał, wspomina Biel Śnieżną -
Ziąb - potem Odrętwienie - potem wszystko jedno -

Emily Dickinson
przekład Stanisław Barańczak

Emily Dickinson większość życia spędziła w swoim pokoju, we własnym wnętrzu odnajdując Wszechświat: "Skoro nie mogłam mieć Wszystkiego - Nie dbałam o brak mniejszych Rzeczy" - napisała w jednym ze swoich wierszy. Są takie chwile, kiedy bardzo dobrze ją rozumiem. Zwykle aktywna, radosna, optymistyczna i pełna nadziei - potrzebuję jednak chwil Ciszy, odosobnienia, momentów kontemplacji, wchłaniania w siebie...tego wszystkiego, co sprawia, że życie nabiera głębi...
Chwilowy brak pracy i propozycji aktorskich z jednej strony budzi obawy o przyszłość i każe zastanowić się nad słusznością podjętych decyzji, z drugiej strony daje czas na refleksję, pobyt z samą sobą, kontakt z własną duszą. Każda zmiana jest wyzwaniem i testuje nasze zaufanie do samych siebie. Pozwala nam zobaczyć Rzeczy z innej perspektywy. Widzimy siebie szerzej. Zrobiłam wielkie koło i wróciłam do źródeł, ale już inna, bogatsza o wiedzę o samej sobie. Mam się czym dzielić...
Obiecałam sobie, że codziennie poświęcę dwie godziny na naukę tekstu, bo czuję, że bez tego trudno nam będzie iść do przodu. Żartujemy z Remkiem, że na papierze spektakl jest w zasadzie gotowy. Podejrzewam, że kiedy wejdziemy na scenę wiele jeszcze się zmieni, ale mamy poczucie, że wiemy o co nam chodzi, że szkic już istnieje, chociaż klucz do jednej z postaci trochę zgrzyta i mam wrażenie, że nie do końca pasuje. Premiera przewidziana na koniec września - mamy już miejsce i punkt odniesienia, ale jeszcze długa droga przed nami. Jakże inna jest to praca niż przy "Kochanym Synu". Wtedy nie znaliśmy się tak dobrze, pracowaliśmy jakby w gorączce, w napięciu i w niepewności, ale z wiarą w siebie samych i w siebie nawzajem. Teraz mamy więcej cierpliwości...

Podziel się
oceń
0
0

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  75 382  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Nazywam się Elżbieta Czerwińska. Jestem aktorką

Nazywam się Elżbieta Czerwińska. Jestem aktorką, która po latach nieobecności wraca na scenę. Pracowałam w Teatrze "Wybrzeże" w Gdańsku, Teatrze im.St.Jaracza w Olsztynie a w Warszawie w Teatrze Narodowym, Teatrze Na Woli oraz Studio.
Wróciłam na scenę monodramem Anny Mentlewicz "Kochany Synu" w reż. Remigiusza Grzeli. Emisja jego wersji telewizyjnej odbyła się na żywo 4 lutego 2008 w TVP Kultura w ramach "Czytania dramatu", natomiast premiera warszawska wersji scenicznej odbyła się 13 października 2008 w DKŚ na ul.Smolnej. Za ten spektakl otrzymałam nagrodę za osobowość sceniczną na VII Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego 2009 w Warszawie.
15 listopada 2008 w Teatrze Polonia odbyła się premiera "Boga" Woody Allena w reż.Krystyny Jandy - gram tam kilka postaci (Kobieta z widowni, Pytia i Kobieta z nożem w plecach).
Ten blog jest opisem moich zmagań z trudnym, bo późnym, powrotem na scenę.

O moim bloogu

Zmagania z powrotem na scenę po latach nieobecności. Treści publikowane na tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zawartych tutaj zdję...

więcej...

Zmagania z powrotem na scenę po latach nieobecności. Treści publikowane na tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zawartych tutaj zdjęć oraz treści bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich - na podstawie Dz.U. 94 nr.43 poz.170 (ustawa o prawie autorskim)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl