Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 485 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Granice

wtorek, 17 stycznia 2012 23:01

Dziś będzie o sztuce. Tej prawdziwej, fascynującej, chociaż mrocznej. Zrobiłam sobie prezent pod choinkę. Tak, sama sobie kupiłam coś, czego nie potrzebowałam, mogłam się bez tego obyć, ale od dawna pragnęłam mieć a wiedziałam, że nikt z moich bliskich nie wpadnie na to, żeby mi podarować „Potęgę sztuki” Simona Shama. Nie zawiodłam się! Z tych znakomicie zrealizowanych filmów dokumentalnych dowiedziałam się więcej o niektórych arcydziełach i ich wybitnych twórcach, tle historycznym i uwarunkowaniach, niż z większości książek z tej dziedziny, jakie mam w domu.
Tak wiec najpierw Caravaggio – anioł i diabeł w jednym ciele, geniusz i nieokiełznany, nie do opanowania temperament, prowadzący do zbrodni – oraz jego „Dawid i Goliat”, w którym artysta sportretował siebie w dwóch odsłonach, w dosłownym autoportrecie jako głowa Goliata i patrzącym na niego ze współczuciem Dawidzie. Wstrząsający obraz próby pokonania własnych słabości, wewnętrznych demonów. W przypadku Caravaggia to wysiłek w gruncie rzeczy próżny – w miejsce odciętej głowy jak u hydry wyrastała następna…do końca nie potrafił poradzić sobie z namiętnościami, które wyniszczały go od środka, ale jednocześnie pozwalały mu tworzyć dzieła nasycone emocjami i bliskie samemu życiu we wszelkich jego ziemskich i duchowych wymiarach.
Zaraz potem Bernini – geniusz, cudowne dziecko, wszechstronnie utalentowany młodzieniec, ulubieniec salonów, przyjaciel papieży, jego dzieła wykute w kamieniu zna każdy, kto chociaż raz odwiedził Rzym. On też ma swoją ciemną stronę – niczym Otello w szale zazdrości, tyle że nie pozbawionej podstaw, omal nie zabija własnego brata i każe oszpecić kochankę. Fortuna odwraca się jakby w wyniku tego aktu okrucieństwa i na wybudowanej przez niego dzwonnicy bazyliki św. Piotra pojawiają się pęknięcia a papież decyduje się ją zburzyć. Dopiero wyrzeźbiona „Ekstaza św. Teresy”, dzieło na granicy duchowego przeżycia i cielesnej rozkoszy, przywołująca wrażenie oglądania ekstatycznego orgazmu, przywraca Berniniemu straconą pozycję.
I tak dalej kolejno Rembrandt i jego surowy, ciężki w odbiorze ale wybitny „Spisek Klaudiusza Cywillisa”, David i propagandowa, zakłamująca rzeczywistość „Śmierć Marata”, geniusz na granicy szaleństwa Van Gogh i „Pole pszenicy z krukami”, niepokojący, nierzeczywisty, lecz trafiający w samo sedno Turner wraz ze swoim „Statkiem niewolników”” oraz czekający wciąż jeszcze na obejrzenie Picasso i Rothko. Ile wspaniałych, poruszających dzieł stworzyli artyści, którzy musieli doświadczyć głębi własnych słabości być może po to żeby dotknąć tajemnicy życia. Czy droga do Nieba wiedzie przez piekło własnych namiętności, czyściec nierozpoznanych grzechów? Czy w ogóle możliwe jest przejście przez życie czystym i nieskalanym? Bez wad, grzechów i pomyłek?
Agnieszka Holland w wywiadzie dla „Zwierciadła”, który przeprowadził Remigiusz Grzela, mówi, że dobro jest tajemnicą: „Nie sposób odpowiedzieć na pytanie, jak to jest znaleźć się w sytuacji, w której krok dzieli od tego, żeby zostać zbrodniarzem, albo zostać zbawcą. Jak możliwe jest, że w człowieku rodzi się dobro? Rodzenie się dobra jest bardziej tajemnicze od rodzenia się zła. Całe nasze doświadczenie pokazuje, że zło jest łatwe.”  Czemu? Czy dlatego, że powszechne? W filmie „W ciemności” zło jest wszechobecne, jest normą, nie jest więc postrzegane jako zło. Zło trzeba rozpoznać, żeby nim się stało. To my sami, w swoim sercu musimy je rozpoznać, nazwać i określić. Żyjemy przecież wciąż w przekonaniu że zło jest kiedy Kalemu ukraść krowę a dobro to jak Kali ukraść krowę. Socha początkowo niczym się nie różni od większości ludzi, zabiegających o swoje własne bezpieczeństwo, dla niego dobro znaczy zapewnić przetrwanie sobie i swojej rodzinie, los Żydów w tym kontekście jest mu mniej lub bardziej obojętny. Jak większość ludzi nie jest ani dobry ani zły, albo raczej jest dobry i zły równocześnie. Co sprawia, że dobro przeważa? To rzeczywiście tajemnica, tak jak tajemnicą są nasze codzienne wybory, w każdej chwili mamy wolną wolę…
Tak się mądrzę, bo film Agnieszki Holland nie pozostawia nikogo obojętnym i wykracza daleko poza problem Żydów i holokaustu, dotyka głęboko w każdym z nas tego styku na granicy, którą każdy z nas przekracza każdego dnia i wciąż odnawia.
Dla komunisty faszyzm był złem, dla faszysty – komunizm a tak naprawdę zło tkwiło w każdym z tych systemów, albo raczej w wynikających z tych ideologii czynach, to tylko przykład, ale przecież pokazuje, że często punkt siedzenia określa nasz punkt widzenia i aby dostrzec całość i dokonać rozróżnienia trzeba się wznieść nieco wyżej…albo zejść głębiej…
POZNAJ SAMEGO SIEBIE. Tak, ten napis przed świątynią w Delfach, którą w tym roku odwiedziłam, uświadomił mi, że nie ma w życiu nic ważniejszego…


Podziel się
oceń
0
0

Z Niedźwiedziem pod rękę...

sobota, 07 stycznia 2012 16:30

Świat pędzi coraz szybciej w szalonym pędzie ku samozatraceniu a ja mam coraz większą ochotę zwolnić i chociaż czuję, że zostaję w tyle, przez okna mojego wnętrza dostrzegam wiecej szczegółów, fragmentów życia, które do tej pory umykały mojej uwadze. Czuję nadchodzące zmiany, wiem że w nowym roku przyjdzie mi zweryfikować wiele ze swoich przekonań, jestem na to gotowa, tak myślę, chociaż pewnie nie obejdzie się bez strat. Ostatni rok był trudny, pełen zarówno bolesnych jak i pięknych doświadczeń, duchowych objawień i dramatycznych pomyłek, po chwilach sukcesu przychodził czas rozczarowań, na szczęście wierzę w to, że  koniec każdej drogi jest początkiem następnej…

Nie chcę wspominać  swoich porażek, one są nieodłączną częścią życia, wolę jednak skupić się na sukcesach, cokolwiek to słowo znaczy i cieszyć tym, co jest, patrzeć z nadzieją w jaśniejszą stronę.

Mam już za sobą sylwestrową premierę “Romansu z Czechowem” w reż. Mariusza Pilawskiego w Teatrze Małym w Manufakturze, przede mną jeszcze premiera prasowa, która odbedzie się 28 stycznia.  Fascynujące doświadczenie! Czechow jest mistrzem opowiadania historii o samooszukiwaniu się, o życiu w iluzji. “Niedźwiedź” jest żartem scenicznym, to bardzo trudny gatunek, bo nie jest to do końca komedia, chociaż też nie dramat. Czechow wymaga prawdziwych emocji, ale mówi też, że nasze gry pozorów, kłamstwa, którymi karmimy sami siebie, są śmieszne. Muszę bardzo się pilnować, bo gram trochę na granicy gatunków, pragnę aby moja bohaterka była prawdziwa, wzruszająca ale i zabawna w swej wypieranej i ukrytej kobiecości. Helena nosi żałobę po niewiernym i źle traktującym ją mężu, którego kochała i nienawidziła z równą siłą, ale ta żałoba jest pozą, wizerunkiem, nałożonym na wybujały temperament, ukrywany przed światem i samą sobą. Moja bohaterka jednak wierzy głęboko zarówno w swoją miłość do męża jak również w obraz siebie jako cierpiącej, skrzywdzonej, ale wciąż wiernej i kochającej żony – tyle że pod czarną suknią zabłyszczy czasem czerwona halka… I oto w tym nudnym i pozbawionym wrażeń domu zjawia się mężczyzna, którego brutalna szczerość - szczególnie kiedy wykrzykuje jej w twarz: “choć Pani żywcem pogrzebana, nie zapomniała się Pani upudrować!” – i stuprocentowa męskość sprawiają, że budzi się w niej stłumiony temperament…Czym to się kończy nietrudno się domyślić.

Mam wspaniałego partnera, albo raczej ja partneruję znakomitemu aktorowi, bo “Niedźwiedź” jest napisany przede wszystkim jako popis aktorski dla roli tytułowej.  Wojtek Bartoszek nie gra, ale jest “Niedźwiedziem”, wydobył z tej postaci całe jej bogactwo i złożoność, w każdym razie ja tak to odbieram. Mieliśmy też świetnego reżysera, który bardzo dobrze wiedział czego chciał, ponieważ już po raz trzeci realizuje ten spektakl. Mariusz Pilawski jest bardzo wymagający, pracowaliśmy  bardzo intensywnie i na najwyższych obrotach do dnia premiery, ale myślę, że ten wysiłek się opłacił i wyszedł nam naprawdę fajny spektakl. Świetnie się bawiłam oglądając na próbach “Oświadczyny”, które są prawdziwą perłą w twórczości Czechowa, utworem bogatym w pełnokrwiste i niezwykle zabawne postaci, brawurowo zagrane przez Mariusza Pilawskiego, Magdalenę Kaszewską I Marka Kołaczkowskiego, natomiast ostatnia z jednoaktówek – “Łabędzi śpiew” wzbudza refleksję nad istotą teatru,  kondycją i znaczeniem aktora, zmusza do zastanowienia się nad niełatwą miłością do sztuki I sceny – w tej części króluje jeden z jej mistrzów – Stanislaw Brejdygant.

Najbliższy spektakl już jutro, następne 28 i 29 stycznia o godz. 19.15 w Teatrze Małym w Manufakturze w Łodzi. W lutym gramy 10, 11, 12 oraz 14 i 15. Zapraszam.

Zamieszczam zdjęcia autorstwa  Lilianny "Lejczer" Bryszewskiej, następne niebawem

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

Szczęśliwego Nowego Rolu 2012 !!!

sobota, 31 grudnia 2011 13:57

 

 

Życzę Wszystkim w Nowym Roku 2012

dużo szczęścia, spełnienia marzeń, wielu chwil niezwykłych,  niepowtarzalnych i magicznych !!!


DOSIEGO ROKU!!!


 

Ja spędzam Sylwestra tak, jak tylko aktor może sobie wymarzyć - na scenie, w dodatku grajac Helenę w "Niedźwiedziu" Czechowa!

Życzę wspaniałych wrażeń i szampańskiej zabawy do samego rana!!!


Podziel się
oceń
0
0

WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!

piątek, 23 grudnia 2011 13:00

 

Maryjo czysta, błogosław tej,
Co w miłosierdzie nie wierzy.
Niech jasna twoja strudzona dłoń
Smutki jej wszystkie uśmierzy.
Pod twoją ręką niechaj płacze lżej.


Na wigilijny ześlij jej stół
Zielone drzewko magiczne,
Niech, gdy go dotknie, słyszy gwar pszczół,
Niech jabłka sypią się śliczne.
A zamiast świec daj gwiazdę mroźnych pól.


Przyprowadź blisko pochód białych gór,
Niechaj w jej okno świecą.
Astrologowie z Chaldei, z Ur,
Pamięć złych lat niech uleczą.
Zmarli poeci niechaj dotkną strun
Samotnej zanucą kolędę.

Cz. Miłosz

 

Życzę Wszystkim Wesolych Świąt i dużo miłości w sercach!

 



Podziel się
oceń
0
0

Nagroda publiczności dla Smażonych zielonych pomidorów

poniedziałek, 12 grudnia 2011 13:33

Z festiwalu wróciliśmy z nagrodą publiczności. Dla mnie to najważniejsza nagroda, jaką można dostać, szczególnie za monodram i sprawia najwięcej radości. W końcu aktor gra dla widzów i ich opinia jest najważniejsza. Czuję, że publiczność mam za sobą, ale w dzisiejszym teatrze często to za mało. Monodram dla aktora jest najtrudniejszym środkiem wyrazu, jaki można sobie wyobrazić. Wymaga niesamowitego skupienia psychicznego i emocjonalnego, właściwie każdy spektakl jest jak premiera, szczególnie jeśli się go gra rzadko, a zwykle tak się dzieje.

W recenzji w Dzienniku Łódzkim autorka w jakimś rodzaju przejęzyczenia napisała: "Mamy więc możliwość obejrzenia Czyżewskiej w trzech odsłonach" - pomyłka, a jednak bardzo dla mnie znacząca i miła. Na premierze "Smażonych zielonych pomidorów" w Warszawie jedna z koleżanek aktorek, znająca Elżbietę Czyżewską osobiście powiedziała - chwilami wygladasz jak Czyżewska, coś w ruchach, uśmiechu. Wielki komplement! Czyżewska była gwiazdą, w swoim czasie nie mającą sobie równej, której blask zewnętrzny zblakł w wyniku wyborów życiowych, ale blask wewnętrzny zachował swoja siłę - mogłam to docenić, ogladając w Teatrze Polania, podczas wieczoru, poświęconego jej osobie, ostatni film z jej udziałem, zrealizowany w USA. Zrobił na mnie duże wrażenie, opowiadał historię osoby, która zrezygnowała ze szczęścia, zakupionego za bardzo wysoką cenę, aby w to miejsce nabyć czerwone szpilki - symbol wywyższenia i poczucia się kimś lepszym. Podobno Czyżewska chciała zagrać w tym filmie, bo powiedziała, że jest o niej...

http://www.dzienniklodzki.pl/kultura/teatr/482138,final-monowmanu,id,t.html


Podziel się
oceń
0
0

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  74 687  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Nazywam się Elżbieta Czerwińska. Jestem aktorką

Nazywam się Elżbieta Czerwińska. Jestem aktorką, która po latach nieobecności wraca na scenę. Pracowałam w Teatrze "Wybrzeże" w Gdańsku, Teatrze im.St.Jaracza w Olsztynie a w Warszawie w Teatrze Narodowym, Teatrze Na Woli oraz Studio.
Wróciłam na scenę monodramem Anny Mentlewicz "Kochany Synu" w reż. Remigiusza Grzeli. Emisja jego wersji telewizyjnej odbyła się na żywo 4 lutego 2008 w TVP Kultura w ramach "Czytania dramatu", natomiast premiera warszawska wersji scenicznej odbyła się 13 października 2008 w DKŚ na ul.Smolnej. Za ten spektakl otrzymałam nagrodę za osobowość sceniczną na VII Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego 2009 w Warszawie.
15 listopada 2008 w Teatrze Polonia odbyła się premiera "Boga" Woody Allena w reż.Krystyny Jandy - gram tam kilka postaci (Kobieta z widowni, Pytia i Kobieta z nożem w plecach).
Ten blog jest opisem moich zmagań z trudnym, bo późnym, powrotem na scenę.

O moim bloogu

Zmagania z powrotem na scenę po latach nieobecności. Treści publikowane na tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zawartych tutaj zdję...

więcej...

Zmagania z powrotem na scenę po latach nieobecności. Treści publikowane na tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zawartych tutaj zdjęć oraz treści bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich - na podstawie Dz.U. 94 nr.43 poz.170 (ustawa o prawie autorskim)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl